Tak się zastanawiam czy było by to możliwe, Aby w samochodzie zastosować dwa oddzielne układy napędowe. Układ A silnik + baterie i taki sam układ B
A napędzał by tył B przód, Kierowca mógł by wybrać na którym układzie chciał by jechać, Załóżmy że jednie na układnie b, a w tym czasie układ A ładował by baterię po przez generatory prądu. I analogicznie gdyby wybrał układ A, to b by się ładował.
Wykonalne jest, ale po co? Nic to nie da, będziesz potrzebował odpowiednio więcej energii by zasilić silnik, żeby nie tylko wprawiał w ruch pojazd, ale jeszcze napędzał prądnicę (nie bezpośrednio, ale będzie ona stanowić jakiś opór dla ruchu pojazdu). Przetwarzasz energię elektryczną na mechaniczną, i z powrotem na elektryczną. To straty.
Co ciekawe, spora część tramwajów jeżdżących w polskich miastach nadal ma przetwornice napięcia stałego (obniżające napięcie) wykorzystujące silnik elektryczny i napędzany nim generator. Bo w sieci trakcyjnej jest napięcie stałe, więc po ludzku transformatora zastosować się nie da - a elektronika mocy, gdy projektowano te tramwaje, nie była jeszcze na tyle rozwinięta, by dało się to w opłacalny sposób zrobić na układach elektronicznych.
Tak więc takie przemiany energii mogą mieć sens - gdy robi się to w określonym celu. Ale tu robiłoby się to bez celu.
Hybryda ma silnik spalinowy, z resztą na temat hybryd trochę wiem, bo posiadam auto z takim napędem.
Nawet na logikę biorąc, w takim wypadku jak opisałem wyżej, więcej mocy będzie zużywanie niż produkowane, przyznam się bez bcia że od tej strony na to nie po patrzyłem.
A to z tramwajami też ciekawe, byłem przekonany że one bezpośrednio zasilane są z trakcji.