Program do odzyskania danych z dysku twardego

Cześć. Szybka piłka. Mam 7 twardych dysków z rodzinnych starych komputerów PC. Chicałbym odzyskać dane. Z niektórych odzyskałem bez problemu, a z niektórych nie mogę się dostać do folderu, bo nie mam uprawnień. Próbowałem coś zmieniać w zabezpieczeniach , ale nie mogę wejść do środka i zawsze wyskakuje komunikat. Dyski były na win xp, 7 i 8. Najbardziej zależy mi na zdjęciach a jest tego z 50 gigbabajtów. Czy można to zrobić domowym sposobem, czy mam szukać od razu płatnego programu? Dlaczego jedne dyski pozwalają na wejście bez problemu a inne nie? Dzięki za pomoc.
PS Jeśli zły dział to proszę przenieść.

Jakby co, to ntfsacces - zawsze przejmowałem niedostępne foldery z powodu uprawnień i do nich wchodziłem na XP i na Windows 7.


Zaledwie parę kilobajtów programu…

Bardzo, bardzo nieładnie Bogdanie. Ale to tylko dowód na to jak marne są te zabezpieczenia wbudowane w system.

1lajk

Zaczęło się dawno temu na XP od niedostępnego folderu z punktami przywracania. Zobaczyłem jaki tam śmietnik. Usuwanie ccleanerem starych punktów przywracania wcale nie usuwało wszystkiego. A było z dwieście folderów w system volume information, a tak starannie pilnowałem punktów przywracania systemu i gigabajtów nie żałowałem.
Czarę goryczy przelało to, że system ukrywał przede mną ciarachy. Zachciało mu się google chrome frame, czyli obsługi html5. No to wlazło z 8 wirusów. Odinstalowałem, sprzątałem, a one wciąż były - wyłaziły w procesach. Nauczyłem się znaleźć wszystko i usunąć w chronionych i ukrytych folderach, nauczyłem się sprzątać w rejestrze według nazw plików wykonywalnych, według nazw szkodliwej aplikacji i według sum kontrolnych.
Gdy system chroni wirusy, to ja nie mogę być delikatny.
Gdyby zabezpieczenia zabezpieczały, to wtedy essentials nie powinien by przepuścić, ale programy google nadziane wirusami, to znane dobre pliki - a tfu!
Przynajmniej się wyszkoliłem… Teraz mam stary ccleaner i w pliki ini wyłączyłem mu aktualizowanie, sprawdzanie aktualizowania i ustawiłem numer starego ccleanera przed przejęciem przez avast, na aktualny. Ten stary ccleaner nie otwiera portów i nic nie wie, że świat się zmienił.
Tak to życie nauczy, gdy dokuczy.
CCleaaner to teraz malware group.

Wszelkiej maści fundacje “wolnościowe” powinny wozić Bogdana po konferencjach, żeby pokazywał jak użytkownicy Windowsów dzielnie walczą z problemami nie znanymi nigdzie indziej w świecie IT. I jednocześnie mogliby prezentować jak można w prosty sposób uzyskać bezpieczny system operacyjny - na przykładzie wybranych dystrybucji linuksowych :wink:

Najszybciej bez kombinowania to odpal linux w wersji live i przegraj.

Już słyszałem takie zdanie skierowane do mnie - Jak nie możesz chodzić, to naucz się latać.
Na lektykę też ostatecznie mógłbym się zgodzić, a na linuxa nie wyrażam zgody, bo upier dliwy. Fundacja wolnościowa - roflmao
Gdy byłem ponad 60 lat młodszy, to starsi bracia wrzucali mnie do stawu. Gdy się topiłem, wyciągali i znów wrzucali, aż się nauczyłem nieźle pływać.

Jak mnie pamięć nie myli to do czyszczenia Volumne information stosowało się trzy metody.
Pierwsza. Wyłączenie funkcji przywracania i restart. Kasowało wszystko.
Druga. Czyszczenie poprzez Właściwości systemu, oczyszczanie dysku, usuwanie punktów przywracania. To kasowało wszystko oprócz ostatniego punktu.
Trzecia. Wyłączenie ukrywania wszystkiego i nadanie sobie uprawnień. Dzięki temu można było skasować wybrane pliki. Albo wszystkie.
Łatwe.
Problemem dla wszystkich windowsów jest deinstalacja programów. Programowe deinstalatory są fatalne. Systemowy, który z nich korzysta tez nie najlepszy. Pozostaje np. Revo lub coś podobnego co dodatkowo jeszcze coś wskaże do usunięcia ( klucze rejestru, jakieś powiązane pliki które programowy pozostawił). Ale i te nieraz nie wszystko wskażą i trzeba samemu szukać.
Jest jeszcze Restore point. Robisz punkt, instalujesz aplikacje. Żle działa? Odinstalujesz i przywracasz system do momentu sprzed instalacji. Tyle że niewygodne. Mozna oczywiście też w piaskownicy ale to samo jak Restore, niewygodne na dłuższą metę.
Zastanawia mnie dlaczego systemowy instalator/deinstalator nie posiada możliwości tworzenia migawki systemu sprzed instalacji jakiejś aplikacji tak by w trakcie jej usuwania deinstalator "wiedział " co ta aplikacja “dopisała” do systemu i to usunął. Za trudne czy też im się nie chce

Pewnie nie chce im się.
Ja w jetclean mam opcje odzyskani i przycisk do robienia punktu przywracania. Potem instaluję równo do rymu, czyli ostatnio edge na windows 7. Po trzech godzinach edge wróciło do pierwotnego stanu i zacinało mysz. To ja edge wont. Przywróciłem system te trzy godziny temu. No i spoko.
W jetclean tworzę nowe punkty przywracania, stare usuwam w ccleaner. Ale żebym był nieostrożny, to nie było.

Nie mam zaufania do tego rodzaju czyścicieli.

Jeśli ktoś faktycznie musi używać swojego komputera do testowania oprogramowania, to lepiej robić to na maszynie wirtualnej i przywracać migawkę.
Można też wykorzystać moduł śledzenia instalacji z Revo, ale to tylko półśrodek, bo o ile zrobi log ze wszystkich zmian podczas instalacji, to po włączeniu programu ten już może robić dodatkowy burdel :stuck_out_tongue_winking_eye:
A czegoś takiego jak systemowy deinstalator Windows się chyba nie dorobił i po prostu wykorzystuje pliki dostarczone przez producenta oprogramowania.

Dzięki za pomoc. Zdjęcia odzyskałem bez problemu. Dyski wyczyszczone i sformatowane i oddane do recylingu.

1lajk