To chyba już od czasów Windows 7 potrafi doprowadzić do depresji. Wstajesz rano och miałem coś wydrukować, szybki power, i zonk i tylko w myślach cóż może kiedyś się uda 
Najdłuższą instalacje aktualizacji i tak miałem z XP; tam nawet w 12 godzin nie umiał system zainstalować pewnej aktualizacji (po wybraniu opcji zamknięcia systemu i wykonania aktualizacji) i już nie pamiętam jak to rozwiązałem (może po wymuszeniu gwałtu na maszynie (siłowe wyłączenie przyciskiem zasilania lub resetowania i potem na procedurze POST przyciskiem power kończyć ją), XP nie instalował przy uruchamianiu aktualizacji i potem na już uruchomionym próbowałem to ogarnąć).
Zaczynałem od Mandrivy, Ubuntu, Debiana żaden system nigdy nie posypał mi się po aktualizacji. Ubuntu po dist-upgrade też nigdy mi się nie sypnął. Tyle że ja korzystałem wyłącznie z oficjalnych repo. Jedynymi systemami, które mi się sypały to Mint (straszny badziew, niedorobiony system) i Arch.
Mint tak, Arch póki co na razie nie.
Arch kilka razy mi się sypnął, 2 razy z mojej winy, bo przeszedłem na repo testowe, po kolejnych 2 razach (na repo stabilnym) już miałem dość. Do tego większość paczek jest w AUR i trzeba je kompilować, a skoro trzeba kompilować, to Gentoo nadaje się do tego lepiej, do tego Gentoo jest stabilne jak skała i również jest rolling-release 
Poza tym praca też mnie trochę zmusiła do przejścia na Gentoo.
Praca na Archu jest o tyle upierdliwa, że gdy jakiś pakiet wyleci z repo lub się z jakiegoś powodu nie zainstaluje, to system potrafi się wyłożyć. W Gentoo też zdarzają się kolizje pakietów, bo, np. jakaś flaga blokuje inny pakiet i nawet jeśli połowa zależności się zainstaluje, to system i tak działa stabilnie co daje bezproblemowo czas na rozwiązanie konfliktu zależności.
Miałem niedawno przypadek, gdzie trafiłem na serwer nieaktualizowany od ponad roku. Sporo się pozmieniało (glibc, gcc, ncurses itp.), gdzie wywaliło mi ncurses w wersji 5 i portage nie chciał zainstalować ncurses6, bo inne pakiety chcą ncurses5, ale instalować chce się 6. Każdy pakiet kompilowany po kolei, łącznie aktualizacja systemu z rozwiązywaniem zależności zajęła mi 8 godzin. Do tego z powodu wywalenia ncurses nie mogłem zalogować się ani na ssh, ani na konsoli przez IPMI, bo nie ma ncurses. Pozostało aktualizować system z livecd. System na serwerze nadal pomimo tego świadczył usługi na serwerze (SMB, FB, MySQL itp.) i działał stabilnie. Po aktualizacji, zero problemów. Jedyne co musiałem przyblokować (zamaskować pakiety), to FB bo chciał się instalować w wersji 3.0, która jest niekompatybilna z oprogramowaniem używanym w firmie.
Maskowanie pakietów daje też właśnie dużą swobode, bo możesz mieć najnowsze pakiety mniej istotnych usług i starą wersję usługi, która musi być kompatybilna z oprogramowaniem. Taki Debian czy CentOS tego nie zapewni, chyba że sobie skomilujesz ze źródeł.
Nie zmienia to faktu, że Windows się instaluje, konfiguruje i można się bawić, a Linux bez umiejetnosci i znajomości terminala po prostu jest do niczego, a te interfejsy graficzne są bardziej tam dla picu niż komfortu.
Popracuj kiedyś z Windowsem w firmach, to zobaczysz jaki Windows jest gównianym systemem.
Przy zastosowaniach firmowych nie ma czegoś takiego jak po prostu instaluje się i używa, ten system to straszna niedoróbka, szególnie Windows 10, który sypie się jak domek z kart przy każdej aktualizacji. Programy z jakiegoś powodu nagle przestają działać lub ich ustawienia resetują się.
Już nie wspominam o pętli aktualizacji albo o problemach z instalacją aktualizacji.
Nie masz racji. Obecne dystrybucje Linuksowe są w pełni konfigurowalne z graficznego interfejsu (zobacz YaST2 w openSUSE/SLES). Terminal jest często szybszy i wygodniejszy, dlatego warto go znać. Ale nie jest to już warunek konieczny.
Mam podobne odczucia.
Z W7 byłem strasznie zadowolony, przewidywalny, świetnie działający system z którym nie miałem chyba żadnych problemów. W10, aktualizacje resetują część ustawień, program one drive sam się instaluje choć był usunięty, na jednym laptopie klawiatura raz działa raz nie działa (dodam że klawiatura jest fizycznie sprawna).
Skoro z domowym sprzętem jest niezbyt wesoło to nie wyobrażam sobie tego systemu w większym środowisku, jeszcze w jakimś korpo gdzie jest milion optiplexów i każdy taki sam może miałby sens, ale np. w szkołach, gdzie co pracownia to inne konfiiguracje pc, też pewnie mają mnóstwo problemów.
To dlaczego ja jako przeciętny użytkownik komputera, nie jakiś po studiach, zaawansowany, wgrywał Mint, Ubuntu i siędzę tylko na GUI. Pobiera aktualizację kernela do 4.15.24 i za cholerę po tym nie chce mi wystartować? Wiem, że można wyłączyć aktualizację kernela, ale to tka jaby móc wyłączyć aktualizacje dla zwykłego PC-towca z wersji Win 10 1709 do 1803. Nawet jeśli to nie wnosi nie wiadomo czego super do tego windowsa 10 to się aktualizuje, żeby były aktualizacje bezpieczeństwa, których w tym momencie nie da MS jako zwykłą aktualizacja bezpieczeństwa. Próbowałem inne dystrybucje odpalać z pndka jak to Gentoo, ale co z tego jak tylko Ubuntu lub Mint obsługują Asus USB-BT400, a inne w ogóle nie wykrywają. Nie będę kupował zmieniał sprzętu bo Gentoo tak chce bo to traci jakikolwiek sens.
Szczerze, nie wiem.
Ja jako niezaawansowany użytkownik postawiłem sobie w domu energooszczędnego pc w roli serwera nas, z nastawieniem że zaraz wszystko się posypie i pewnie będzie sporo problemów. Dziad chodzi z uptimem po 150 dni (czasami trzeba zrobić update) i nie chcę się zepsuć.
Trafiłeś na zły system, co nie znaczy, że wszystkie dystrybucje są złe. Skoro na Mint działa Ci coś out-of-the-box to znaczy, że na innej dystrybucji też zadziała, ale widocznie trzeba coś doinstalować, skoro nie działa od razu.
Dystrybucje różnią się tym, że w jedna napakowana jest wszystkimi możliwymi pakietami, a kernel skompilowany jest ze wszystkimi możliwymi modułami, aby działało wszystko out-of-the-box co może powodować właśnie problemy i niestabilność, a inne dostarczają tylko pakiety niezbędne do działania systemu i resztę trzeba we własnym zakresie doinstalować, ale za to masz nad tym większą kontrolę i stabilność.
Jeśli przy aktualizacji kernela coś nie działa, najwyraźniej zawiera moduł z błędami. Jeśli masz kernel, który napakowany jest wszystkimi możliwymi modułami, jest większa szansa, że któryś nie działa poprawnie. Jeśli sam kompilujesz jajko, sam wybierasz co potrzebujesz i pewnie nigdy nie trafisz na moduł z błędem.
Ja aktualizuję ze źródeł zaraz, gdy tylko pojawi się najnowsza wersja kernela i nigdy nie miałem problemów z działaniem systemu. Tyle że wybieram moduły tylko te, które są mi niezbędne do poprawnego działania systemu na moim sprzęcie, a gdy trafi się urządzenie, które podłączam i jest nieobsługiwane, włączem tylko te które są niezbędne. Dzięki temu nie mam problemów ze stabilnością systemu.
Niestety aż tak się na tym nie znam. Wiec odpóściłęm. Mam Win 10 z darmowej aktualizacji zakupionego wcześniej BOX 8.1 i nie będę sobie żałował. Gdybym, nie kupił wcześniej windowsa może bym miał większy powód do zabawy poniekąd z Linuxem, a tak w Windowsie sterowniki wgrywam góra 4 kliknięciami przez menadżer urządzeń czego chyba nie da się właśnie tak w Linuksie.
Mam to samo tez sobie postawiłem server z owncloud w domu i też nie ma ochoty się wyspać a siedzi tam ubuntu server 
To zapraszam do mnie. HP LaserJet P1005. Starszy od węgla. Nie ma bata, żeby uruchomić drukowanie pod W10. Za po pod Debianem… po prostu podłączam kabelek do kompa.
“Okienek” nie mam, bo nie potrzebuję. Rozumiem obawy przed Linuksem, ale nie jest prawdą, że to skomplikowany w obsłudze system. Jest po prostu inny niż Windows. Inny nie oznacza gorszy.
Ja nie twierdze, że gorszy tylko nie potrzebny mi do szczęścia. Mint mi się posypał po aktualizacji kernela to myśle wgram od nowa z tym 4.15.23 i wyłączę szukanie nowego zostawiając partycje /home z ustawieniami. Wgrywam, a ten nie chce wszystkiego przez ten Menadżer oprogramowania znaleźć wywala dziwne błędy po angielsku, a ja aż tak tego nie rozumiem wiec poległem.
Nie umiem kompilować więc odpuszczam. Mam w najbliższej rodzinie 4 komputery na AMD APU i nigdy najmniejszego problemu z Windowsem 10 od początku finalnej wersji finalnych aktualizacji, żadnych. Jeden mam na Intelu Dual core 1150 noi ten przy aktualizacji 1803 poległ, musiałęm zrobić formata partycji z systemem. Nie twierdze tez, że AMD jest super jednak naprawdę większość zonkó z windows 10 ma jakiś związek czy to z procesorami intela samymi czy resztą sprzętu jak chipset, kontrolery usb, kontrolery dyskó od Intela. Obstawiam, ze najczęściej to coś ze sterownikami od Intela lub tew domyślne w indows 10 się kłóca z nowym sprzętem.
Etam… Miałem kupiony komputerek z olx, a jakze - win 7 był aktywowany. Ale potem, gdy doszedłem ukrytego sposobu, jak był aktywowany, to już nie było takiego numeru telefonicznego. Tak ok 25 latek przyniósł z grzeczności po adres, nawet podłączył, pokazał że system oryginalny, a ja stary wróbel jeszcze podziękowałem za 250 zł.
Zacząłem od minta 17 i nawet było jakoś, tylko trochę wolniej, niż na win 7 i wszystkie ustawienia trzeba było autoryzować. Gdy weszła nowa wersja minta, to raz, że tego było więcej, niż aktualizacji windowsowych, a po drugie - mint zaczął przerywać, co chwila w nim blokować.
Nauczyłem się usuwać gruba i przywracać windowsowego bootloadera. Jechałem z wersjami systemów trial windowsowych i darmowych inuksów. Ostatni manjaro jakoś chodził do - znowu aktualizacji.
Ułatwiłem sobie - użyłem gparted, usuwałem partycje i tworzyłem nowe np ntfs pod windowsa. Najmniej problemów.
Okazuje się, że w komputerki acer revo 2GB RAMu - najlżej chodzi XP sp3. Są stery i najszybciej, najstabilniej. A niech mu tam. Mam komputerek zapasowy. Najwyżej pójdzie na części - dysk 300MB do pc, a pamięć do laptopa acer. Przyda się w laptopie 4GB RAM.
Swoją drogą - w windowsie niewiele jest okazji do restartu - przez instalację programów. Nie piszę o sterownikach. Directxy, gry, antywirusy visuale, - ani nie wołali o restart.
Co innego przy odinstalowywaniu antywirusów - wtedy system wołał restart, żeby wyrzucić aktywne sterowniki.
Do windows 7 jest max delete i ten programik wyrzuci trojana, czy każde zamurowane badziewie, gdyż robi to wykorzystując restart i zanim plik do usunięcia załaduje się, to go max delete usuwa.
Tych kilka razy, gdy trzeba ustawić pamięć wirtualną - to przecież any pic problem restart.
Tutaj to już ewidenta wina administratorów aktualizacji.
Administratorem aktualizacji jest M$.
W firmie administratorem aktualizacji Windows jest… administrator aktualizacji a nie Microsoft.