Czy Waszym zdaniem można w Polsce żyć bez kredytu


(Stormiak12) #1

Kupić mieszkanie, samochód? Oczywiście nie piszę tutaj o tych najbogatszych ale o zwykłym szarym czlowieku. Jak patrzę sobie na znajomych to obecnie wszyscy mają jakieś kredyty. Zastanawiam się czy jest to potrzeba czy może epoka konsumpcjonizmu? 


(bachus) #2

A w którym kraju “zwykli ludzie” (klasa średnia) żyją bez kredytu?


(system) #3

Konsumpcjonizm nie ma epok! To cecha każdego społeczeństwa. Kredyty zaś to mają Ci, których na to stać! Myślisz, że można je dostać “od ręki”? A zdolność kredytowa to co? Mówię o dzisiejszym stanie prawnym, a nie o prehistorii.


(bachus) #4

A to tak bardzo trzeba było mieć tą zdolność kredytową? W ‘boomie’ banki dawały kredyty, jak leci - było to dość wygodne wiedząc co się stanie i że szybko te mieszkania do nich wrócą z ogromnym zyskiem…


(suchmen) #5

To chyba ja żyję w klasie wyższej skoro nie mam kredytu a posiadam mieszkanie, samochód :slight_smile: I dzięki Bogu


(bachus) #6

 

No to możesz w miarę spokojnie żyć bez strachu :wink: Rozumiem, że mieszkanie to nie spadek/darowizna od rodziny?


#7

 

A przypadkiem nie dzięki pracy (ew. bogatym krewnym)?


(wifista) #8

Można żyć bez kredytu tylko trochę ciężko. Nie chcę brać kredytu bo mnie nie stać. Boję się wpaść w to bagno.


(Odyniec_Stary) #9

Zatem na mieszkanie i samochód również Cię nie stać i koło się zamyka.


(Kylek) #10

Odpowiadając bezpośrednio na twoje pytanie, napiszę że tak, można żyć bez kredytu, ale standard takiego życia będzie… mocno poniżej standardu. Oczywiście można mieć auto, ale takie 10 - 15 letnie. Mieszkanie też, o ile wynajmujesz je z partnerem / partnerką i jest to raczej skromne 2 pokoje z kuchnią i łazienką. Jeżeli masz dziecko, to już jest ciężko związać koniec z końcem. Wszystko zależy też od tego, jaki styl życia preferujesz - jeżeli lubisz kino, teatr czy imprezy, to po prostu musisz wybierać, na co cię stać.

 

A teraz, żeby rozważania nie były czysto teoretyczne opiszę ci konkretny przykład - mój własny…

 

Przez ponad dwa lata żyliśmy z żoną i dzieckiem za 2000 zł miesięcznie (czyli diaboliczne 666 zł na osobę), w tym mieliśmy ratę kredytu 900 zł (wzięty na budowę domu, nie hipoteczny), czyli de facto żyliśmy we troje za 1100 zł miesięcznie. Mieszkaliśmy u rodziców a oni nie chcieli, byśmy się dokładali do opłat, więc z tego 1100 zł wydawaliśmy tylko na żywność, opłaty za telefony, internet i opłaty za działkę (woda, prąd, itp.). Sporo pochłaniało dziecko i to jego potrzeby były zawsze priorytetem. Przy dobrym gospodarowaniu wydatkami wychodziliśmy tuz przed wypłatą na 0. Nie imprezowaliśmy a w kinie byliśmy razem po raz ostatni jeszcze przed ślubem. Gorzej, gdy coś się stało w aucie (niby niezawodne japońskie trzy diamenty, ale z racji wieku czasem coś w nim się sypnęło), wtedy trzeba się było ratować kartą kredytową a potem ją spłacać. Teraz żyjemy we troje za 3300 zł miesięcznie na rękę. Od tego odchodzi 900 zł kredytu i ok. 1100 zł “na życie”. Czyli zostaje nam 1300 zł miesięcznie. Niby sporo, ale chcemy dokończyć budowę domu, który stoi w stanie surowym otwartym od roku (a jest budowany w sumie już 3 lata). Wstawienie okien, drzwi zewnętrznych i bramy garażowej to koszt ok. 25 tysięcy zł. I teraz są dwa wyjścia - albo bierzemy na to kredyt (o ile nam jakiś bank da), albo odkładamy te nasze 1300 zł nadwyżki przez półtora roku.

 

Gdybyśmy mieszkali sami i sami płacili za mieszkanie, nie byłoby mowy o budowie domu.

 

Ktos może powiedzieć, trzeba sobie poszukać lepiej płatnej pracy i wtedy będzie cię stać na różne rzeczy. Zgoda. Czasem mieszka się jednak w regionie, gdzie jeżeli praca jest, to albo na śmieciówce, albo za minimalną krajową (bo dla pracodawcy ważniejsze jest spłacanie “służbowego” SUV-a za ponad 200 tys. zł niż wyższe wynagradzanie pracowników). Ukończone studia i szereg kursów też jakoś specjalnie nie pomagają. Taka rzeczywistość…


(dzikiwiepsz) #11

Można żyć bez kredytu, tym bardziej że to średnio opłacalny interes, pożyczasz jakąś kwotę a oddajesz prawie jeszcze raz tyle ile pożyczyłeś.

A jak już się bierze kredyt to w konkretnym celu a nie na byle co, jak co nie którzy robią i są potem z tego tylko problemy.


(Odyniec_Stary) #12

Pytanie było, czy można żyć bez kredytu, jednocześnie zarabiając średnie pieniądze. Oczywiście można, ale prędko mieszkania nie kupisz, ani dobrego samochodu.


(zygi100) #13

Można.Trzeba poprostu kraść zgonie z prawem jak to robi duża grópa ludzi w Polsce.Uczciwie do niczego przez długie lata nie dodziesz chyba że na 10 lat wyjedziesz zagranicę.

Pozdrawiam.


(Odyniec_Stary) #14

Kolega w Anglii na zmywaku robi, czy za dużo polityki się naoglądał? :wink:


(bachus) #15

 

Ale ma troszkę w tym racji. Raczej ogarnia “całokształt”.


(Odyniec_Stary) #16

Raczej sprowadza patologie wąskiej grupy społecznej do miana ogółu. Lub za własne niepowodzenia oskarża cały kraj.


(bachus) #17

 

Czy ja wiem… wszystko zależy czego się chce od życia i czy właśnie nie boli, że np. będąc wykwalifikowanym specjalistą w jaiejś dziedzinie i mając nawet te ponadprzeciętne 10k na miesiąc (tak, to jest płaca ponadprzeciętna w Polsce) i tak się ściera z pierdołami. Czy to jest aż tak dużo, jak chce się mieć dom, samochód i rodzinę z dziećmi?


(lith) #18

Czemu miałoby się nie dać? Mieszkanie wynajmujesz, samochód kupujesz nieco starszy za kilkanaście tys. już można mieć taki, który w miarę bezawaryjnie pojeździ i nie będzie skarbonką bez dna. W każdym razie imo pytanie w wątku jest źle postawione, bo bez kredytów zazwyczaj żyje się łatwiej niż z nimi. Oczywiście nie dziwię się ludziom, którzy wolą wziąć kredyt niż budować sobie domek przez 10 lat na raty, albo kredyty żeby ruszyć z własną działalnością. Po to te kredyty są. 


(XOR) #19

 

Szkoda, że do Polski nie dotarła jeszcze “moda” na wynajem mieszkań. Za granicą bardzo wiele osób mieszka wynajmując cale życie i nie muszą się bawić w kredyty. Ten typ usług jest tam bardziej zorganizowany niż u nas. W wynajętym mieszkaniu mogą praktycznie robić co chcą, jak w swoim własnym


(lith) #20

U nas to często do pierwszej większej imprezy :D A serio to wynajmowanie lokum ma swoje wady i zalety. Z jednej strony nie jesteś uwiązany do miejsca, ale z rugiej nie opłaca Ci się w nic kasy wkładać i robić po swojemu skoro to nie Twoje.