Pokaż mi jedną, zrecenzowaną pracę naukową, w której napisano, że „misie wyginą”… Kolejny raz w naszej dyskusji okazuje się, że masz ogromne trudności z odróżnieniem pracy naukowej od opinii prasowej.
Proszę bardzo. link
Masz takie atrakcje jak Powiązanie stanu ciała wchodzącego do jaskini z wielkością miotu, Wielomianowe modele regresji logistycznej dla wielkości miotu w momencie pojawienia się nory. Przewidywane zmiany w wielkości miotu w związku z wcześniejszym załamaniem się lodu. Przewidywane zmiany w wielkości ściółki w funkcji daty przybycia na brzeg. itd. itd.
Tylko jak się okazało, to wszystko są brednie, które nijak miały się do rzeczywistości.
Tam nie jest napisane, że „misie wyginą”. Ta praca opisuje model statystyczny, którego można użyć do opisania wpływ warunków środowiskowych z zachodniej części Zatoki Hudsona na wielkość miotu samic niedźwiedzia polarnego. Sprowadzenie tego do „misie wyginą” jest absurdem.
Też jestem takiego zdania.
A teraz zobacz jak wygląda narracja. link, link, link.
A teraz możemy sobie przeanalizować badania i wyniki inne, i zobaczysz, że jest podobnie. Albo wyniki badań są wątpliwe, albo naukowcy na podstawie badań twierdzą, że ewentualnie czegoś nie wykluczają. A potem mamy ataki, ze strony mediów jak to lada moment, wszyscy wyginiemy, planeta się ugotuje, rośliny wyschną, a wszystko to spowodowane tym, że Mietek rozpalił po południu grilla na działce.
Ps. model z misiami okazał się oczywiście błędny.
Ps2. Cały absurd tego błędnego koła klimatycznego polega na tym, że naukowcy prowadzą jakieś tam sobie badania, od casu do czasu, któryś tam sobie coś nadinterpretował, ktoś mu przyznał racje, potem okazało się, że, no jednak to tak nie jest. A każde takie badanie, zaraz było rozdmuchane do skali apokalipsy.
Ktoś zwietrzył w tym świetny interes, podsycono odpowiednie warstwy ludzi, (weź pokaż takie badanie o misiach grupie fanatyków, klimatycznych, do tego ze dwa artykuły o ginących misiach, daj im na chipsy i zieloną herbatę, a wyjdą ci z transparentami i będą blokować ruch uliczny, walcząc o misie), zdobyto środki i przeznaczono na promocje narracji apokalipsy. Zachęcano naukowców i różne środowiska do narracji na rzecz walki z CO2. W końcu udało się wprowadzić podatki za CO2, a od tego momentu już poszło z górki. Kasa, pozwala na finansowanie, blokowanie i kreowanie opinii.
Pytanie komu tym się sprzyja. Bo ja widzę, że głównymi beneficjentami są Chiny i Niemcy.
Sama produkcja akumulatora generuje więcej CO2 niż eksploatacja przez 10 lat diesla. A co dopiero utylizacja, tworzenie nowych stacji ładowania, i w końcu samo ładowanie. Absurd, goni absurd.
Narracja medialna zawsze zniekształca naukę. To znany i powszechny problem. Co do tego, że „okazał się oczywiście błędny” - póki co, istnieje naukowy konsensus dla tego, że przyszłość nie jest przewidywalna. Wynika z tego, że nie można skonstruować w 100% poprawnego modelu przyszłości.
Mamy mocne przesłanki na to, że podmioty zarabiające na paliwach kopalnych finansują denializm naukowy (link), także sypią kasą do organizacji takich jak Greenpace. Skrajnie prawicowe organizacje, w tym także sekta Falun Gong biorą w tym czynny udział.
Ale chyba nie sądzisz, że takie „organizacje” jak Unia nie sypią kasą aby promować swoje źródło zarobkowania, jakim są podatki związane z CO2. Handel limitami to biznes na tak naprawdę niczym. Jak sprzedawanie odpustów. Praktycznie każde większe przedsięwzięcie związane z propagandą klimatyczną jest sponsorowane przez kogoś. Np. organizacje Sorosa sponsorowały naukaoklimacie.pl, a ilość bredni, powoływanie się na nieistniejące lub sprzeczne badania, jest tam przerażająca.
Jest oczywistym, że większość badań, jest jakoś finansowanych. Ci ludzie muszą coś jeść. To nie jest istotne, istotne jest to, czy można zweryfikować te badania, czy można wykorzystać dla dobra ludzkości. Czy są prawdziwe czy nie. Nawet jakby sam diabeł badał to warto się nad tym pochylić.
Opłaty za emisję, zasilają budżety krajowe. Plan był taki, żeby państwa członkowskie te pieniądze inwestowały w mniej emisyjne źródła energii. Ot, w 2019 szacowano, że z tego tytułu do polskiego budżetu, do 2030 r trafi 180 mld zł:
Dochody z handlu emisjami, które od tego czasu stopniowo wzrosły do dziesiątek miliardów euro, zostały z jednej strony wypłacone państwom członkowskim, a z drugiej strony przekazane do unijnego funduszu klimatycznego .
O ten Fundusz chodzi?
By przeciwdziałać ubóstwu energetycznemu, KE chce powołać Społeczny Fundusz Klimatyczny, finansowany z budżetu UE, a także z 25 proc. środków nowego ETS. Fundusz w latach 2025-2032 dysponować będzie środkami w wysokości 72 mld euro.
Przecież promocja badań, opłacanie stron, itp. to jest właśnie coś, co może być i jest finansowane z takich źródeł. Chyba, nie sądzisz, że się bierze milion euro i daje komuś, tylko robi się to tak, jak z wszystkimi dotacjami.
Nie mam więcej pytań Tego szaleństwa nie da się powstrzymać
Sam biorę tą kasę. Więc nie bardzo rozumiem, w czym problem? Tak to działa.
Tu są dane historyczne (nie model), dla Polski. Czyli coś, co każdy z nas sam widzi za oknem:
Czy ty sobie jaja robisz? Pokazujesz mi wahania na poziomie 0.3 stopnia?
To teraz, sugeruję ci zrobić prosty eksperyment, coś, co ja obserwuję od wielu lat. Zobacz jaka jest temperatura podawana w danym momencie przez dowolne miejsce pomiarowe, i skoreluj to z prawdziwym odczytem z termometru. Np. obok mnie, wraz ze wzrostem aglomeracji, odczyty jakoś nie uwzględniły wpływu urbanizacji. A dosłownie ani jeden odczyt nie pokrywa się, z tym co obserwuje u siebie na termometrach. I to do tego stopnia, że jak podają np. 2 stopnie C w nocy, to ja wiem, że mam zamarznięte i będzie skrobanie szyby.
Poziom suszy? Żarty sobie robisz nie? Chyba nie czytałeś publikacji o dawnej Polsce.
Może sobie poczytaj o suszach w 1473r
Długosz opisuje, że temperatury w słońcu były wyższe niż zwykle, a dodatkowo nie padał żaden deszcz. Z tego powodu znacząco obniżył się poziom wód. Pod Krakowem, Sandomierzem, Warszawą, Płockiem, a nawet Toruniem dało się przejść Wisłę w bród. Wraz z upałami Polskę ogarnęły pożary. Płonął Kraków z kościołem i klasztorem świętej Jadwigi. Pożar pochłonął także ulicę Kanoniczą i Grodzką. Zajęte ogniem były: Wieliczka, Konin, Bełz, Chełm, Lubomla i Sandomierz. Padały zwięrzęta gospodarskie, które nie miały dostępu do wody, a trawę wypaliło słońce.
Petera Eschenloer był kronikarzem z będącego wówczas pod czeskim panowaniem Śląska. Pod rokiem 1473 zanotował, że wystąpił skrajnie niski stan wody na Odrze. To z kolei uniemożliwiło pracę wodnym młynom. Natomiast Kaspar Borgeni w Rocznikach głogowskich podał, że od 4 kwietnia do 22 września nie spadł deszcz. To oznaczało, że susza trwała 6 miesięcy.
Susza jaka wystąpiła w Europie w 1540 roku, w tym w Polsce, była suszą tysiąclecia. Jej przebieg znamy dzięki zapiskom pogodowym polskiego astronoma pochodzącego z Olkusza, Marcina Biema. Wynika z nich, że w 1540 roku była taka posucha, że owoce nie chciały rosnąć, a zboża bardzo szybko dojrzały. Od wiosny do października nie padał deszcz. W tym czasie w Europie prawdopodobnie panowały temperatury wyższe o ok. 5-7 °C w porównaniu do średnich temperatur w XX wieku.
Zaobserwował także, że słońce często zachowywało przez cały dzień czerwonawy kolor, co było skutkiem obecności dymu w powietrzu. Pożarów było wiele, m.in. w takich miastach jak Kwidzyn, Welawa, Gąbin na Mazowszu, Radzyń Podlaski, Iława i Szczecinek.
Wiemy również, że w tym okresie w Wielkopolsce poziom rzek był wyjątkowo niski, wyschły strumyki, stawy i studnie, a ziemia obróciła się w pył. Odra miała zmienić kolor na zielony, prawdopodobnie w wyniku rozwoju glonów w wysokich temperaturach. Zwierzęta padały z braku wody, a do szczęśliwców należeli Ci, którzy pędzili bydło po kilka kilometrów do niewyschniętych zbiorników wodnych.
Ty mi tutaj o suszach będziesz opowiadał. Teraz to są popierdułki, nie susze. Więcej betonu trzeba lać, to będzie super.
@wasabi1084 proszę nie mieszaj jakiejkolwiek polityki; Chin, UE, Australii, Kanady czy USA (ani dziennikarsko-influenserskich treści) do nauki. To co piszą w mediach i opowiadają w TV to nie jest nauka.
Czy nauka potrafi się mylić? To źle postawione pytanie. Ona myli się non-stop, bo kolejne odkrycia pokazują, że wcześniejsze teorie są błędne. Ale często nie na tyle, aby ich nie uznawać, bo często są w miarę dobre do zgrubnych obliczeń.
Jak np. newtonowska teoria grawitacji: całkowicie nieprawdziwa i niezgodna z obecnie przyjętą einsteinowską, ale w naszych skalach idealnie się sprawdza. Żaden murarz nie oblicza zakrzywienia czasoprzestrzeni, aby postawić kolejną cegłę. Tak nauka zmierza ku kolejnym teoriom, obalając poprzednie, ale aby nowa teoria mogłaby być uznana, to musi wyjaśnić wszystko to, wyjaśniała stara.
A co ma do tego klimat? Otóż obecnie przeważająca większość naukowców jest zgodna, że człowiek również przyczynia się do zmian klimatu. Być może tak nie jest (to Twoja teza).
To w takim razie naukowo wyjaśnij co jest powodem gwałtownego zwiększania się temperatury w ostatnich latach.
Może inaczej, tak, jak walnie atomówką, albo zacznie produkować masowo miasta, czy gigantyczne tamy to trochę tak. Jak zacznie ładować do morza i oceanu miliardy ton reklamówek czy innego tałatajstwa, to pewnie też coś tam się zmienia. Pamiętaj, że naukowcy nie byli pytani, czy człowiek, poprzez produkcję CO2 wpływa na klimat, tylko czy W OGÓLE, wpływa.
I tak, ja się podpisuje po tym, że w ogóle no to wpływa. Bo jak np. Chińczycy przelali troszkę wody, w swojej tamie, to wpłynęło to na cały glob i pewnie w jakimś tam promili na coś tam wpłynęło.
Gwałtownego? Jakiego gwałtownego?
Przecież mamy lodowce na obszarach po których niegdyś chodził człowiek. Przecież mamy zbyt zimno, aby uprawiać rośliny, które rosły w czasach życia ludzi, na obszarach, gdzie teraz jest zbyt zimno. Przecież mamy zwierzęta, które niegdyś występowały na terenach, gdzie teraz jest zbyt chłodno.
Po prostu klimat oscyluje średnio o te kilka stopni.
A jest to spowodowane w głównej mierze aktywnością słońca, ale również innymi zjawiskami, np. zmianami w polu magnetycznym czy nachylenia osi ziemi. Np. cyklicznie zazielenia się z tego powodu Sahara co pewien czas. Z tego wniosek, że taka zmiana powoduje inny kąt padania słońca i już masz wpływ na klimat. Powstawanie nowych miast, przecież takie miasto, to wybetoonowana pustynia, która nie dosyć, że akumuluje masy ciepła, to jeszcze emituje je centralnie.
Czynników są miliony.
Jest też oczywistą rzeczą, że klimat musi się czasami zmieniać o wiele gwałtowniej. W końcu istniały na ziemii różne gatunki, olbrzymie rośliny, gady, płazy, owady itd. i wiele z nich nie przetrwało, nie zdążyły się ewolucyjnie dopasować do zmian. Z tego wniosek, że czasami te zmiany zachodzą gwałtownie.
Jedno, co jest pewne, więcej CO2, więcej roślin, większa ich odporność, mniejsze zapotrzebowanie na nawozy itp. I to jest udowodnione empirycznie.
Drugie co jest pewne, więcej roślin, to więcej związanej energii, to więcej zatrzymanej wody, to więcej miejsca do życia zwierząt, lepsze unormowanie temperatury.
Ale tworzenie modelu prognozujacego pogodę (klimat to pogoda w dłuzszym okresie czasu) czy to w krótkim czy dlugim odstepie czasu wymaga uzycia matematyki i w tym przypadku równania liniowe nie działaja. potrzebne rózniczki bo tu już sa co najmniej trzy równania (temperatura, wilgotnosc i predkosc wiatru) a wtedy zachodzi coś co sie nazywa „efektem motyla”, wkracza Chaos.
Lorenz,matematyk i meteororog tworzył symulacje pogodowe by wyliczyć z jaka dokładnościa w przestrzeni czasowej prognozy sa wiarygodne.
W jednej z symulacji komputer obliczajac srednią temperaturą podał wartośc 15,506127 stopni.
Program symulujacy wykonał obliczenia i przedstawił wynik na wykresie.
Lorenz postanowił sprawdzić poprawnośc wyniku wiec powtórzył symulacje ale uznał że nikt nie mierzy temperatury powietrza do milionowych czesci stopnia, więc zmniejszył dokładnośc do tysięcznych. Zamiast 15,506127 wprowadził 15,506. uznał ze róznica między tymi wartosciami wynosząca tylko 0,000127 a wiec milionowe części stopnia nie moze miec duzego wpływu na wynik obliczeń.
Pomylił się w tym załozeniu, obie symulacje zgadzały sie w wynikach tylko do pewnego krótkiego okresu (7 dni) a potem nastepował całkowity ich rozjazd.
Ponizej scren tych symulacji.
Do niebieskiej linii sa identyczne a potem kazdy wykres zyje „własnym zyciem”.
Co to oznacza?
Ano to ze nawet bardzo niewielka zmiana jakiejs wartości ( tu o milionowe czesci) prowadzi do innych, zupełnie róznych wyników.
Jesli zas zrobi sie tysiace takich symulacji to zawsze wsród nich znajdzie sie jakaś częśc która bedzie pasować do hipotezy klimatycznej która chce sie potwierdzić.
Tylko ze jej wiarygodnośc bedzie taka sama jak pozostałych mimo ze jedna z nich moze być trafna.
Ale ona nie krzyczy „to ja, ja”
Co ciekawe, wśród tych tysiecy tworzonych symulacji jest sporo dotyczacych stabilnego klimatu ale nie sa brane pod uwagę.
Przyczyna jest prosta.
W wyniku tych symulacji otrzymuje sie tzw. Snowball Earth.
Zamarzniątą Ziemię pokryta lodem z zamarznietymi oceanami, suchą, o jednorodnej wszedzie temperaturze, bez wiatru. Cichą i spokojną
Cudowny stabilny klimat. Niczym stabilne, nieruchome wachadło.
P.S. informacja o średniej temperaturze na Ziemi i jej zmiany sa tyle samo warte co wiedza o sredniej temperaturze chorych w szpitalu.
Nie mamy jednorodnego klimatu.
Mamy strefy klimatyczne, całkowicie sie od siebie rózniące.
Dobrze by było o tym pamietac. A także o tym ze nie da sie przewidzieć przyszłości.
Mozna co najwyzej zapamietać przeszłosć.