Kryzys klimatyczny wywołany destabilizacją klimatu

No nie. Ogólna suma węgla jest stabilna w okresie wielu milionów lat. Zmienia się jego forma. Cyklicznie. I ta cykliczność zapewniała jako taką stabilność klimatyczną. Przynajmniej na taki czas, że mogły wyewoluować ssaki. I ten okres jest znaaaaaaaaacznie dłuższy niż znana nam technologiczna historia ludzkości. Jako tako możemy opisać ostatnie 5000 lat. Co było wcześniej, jak wyglądały społeczeństwa ludzie 100-300 tys lat temu - tego nie wiemy.

Rozwój technologii był kluczem do eksplozji demograficznej naszego gatunku i zdominowania ekosystemu planety.

I nadal jest stabilna, nawet jak spalisz wszystko i wyślesz w atmosferę. Po prostu zamiast być w złożach węgla, wyląduje w powietrzu a następnie w tkance roślin i pośrednio zwierząt.

Ani cyklicznie, ani nie zapewnia stabilności klimatycznej, nigdy takiej nie było czego dowodem są lodowce, epoki lodowcowe, gigantyczne rośliny i wykopaliska szczątków ludzkich pod lodowcami. Wykopaliska raczej sugerują, że niektóre zmiany mogły mieć gwałtowny przebieg. Jedynie co występuje cyklicznie to to, że zachodzą jakieś zmiany.

A także powinien być kluczem do zapanowania nad klimatem, stworzenia odpowiednich warunków do życia dla ludzi i ekosystemu. Nawet jeśli przyjdzie nieunikniona zmiana klimatu, a skoro tak było niegdyś, to oznacza, że będzie tak ponownie, w końcu nie wiemy, czy słońce nie wpada np. co 100 milionów lat w letarg i planeta nie pokrywa się lodowcem albo odwrotnie.
Zatem powinniśmy technologicznie być przygotowani na mozliwość stworzenia habitatów, czy to zamkniętych, czy półotwartych, czy nawet otwartych, ale częściowo osłaniających przed działaniem słońca lub jego brakiem. A także opracowywać kolejne technologie. Tymczasem my staramy się opracować technologię zwijania ludzkości, pogarszania sytuacji materialnej i doprowadzania do ubóstwa, kosztem środków dla wąskiej grupy ludzi, którzy mogą dzięki temu prowadzić swoją propagandę.

Nie. Naturalne procesy nie są w stanie absorbować węgla z atmosfery tak szybko jak my tlenki do atmosfery emitujemy. Stąd efekt cieplarniany. I wywołana nim destabilizacja klimatu.

Dowody poproszę. Bo chwilowo to nadal mamy 0.04% CO2, a każdy, nawet w domu może sobie sprawdzić, że bez najmniejszego problemu rośliny są w stanie asymilować 3 do 4 razy więcej. Osobiście ci powiem, że rośliny w zamkniętym pomieszczeniu o pojemności ok. 3m sześciennych wcinają spokojnie 8 gramów CO2 na godzinę. Litr dwutlenku węgla waży 1.88 grama. To sobie policz ile musielibyśmy emitować CO2, aby zaczął się on drastycznie zwiększać w atmosferze. Nawet jakbyś zwiększył emisję 100 razy to i tak, nadal byłoby 0.04%.

A jeszcze taka ciekawostka, rośliny wraz ze wzrostem temperatury, są w stanie asymilować jeszcze więcej i szybciej CO2. Dlatego jest całkiem prawdopodobne, że w pewnym momencie na świecie CO2 było zbyt mało i dlatego wysokie paprocie i piękne drzewa zamieniły się w skarlałe rośliny znane dzisiaj. Za mało C02 po prostu.

Pomyśl, gdyby CO2 doprowadzało do suszy, do braku wody itp. to jakim cudem miałbyś gigantyczne skrzypy, paprocie itp. drzewa? Zamiast karbonu byłaby pustynia.

Atmosfera naszej planety to znaaaaaaaaaaaaaaaaacznie więcej…

Owszem, jak przeliczysz ile emitujemy CO2, ile mamy roślin i jaki mają potencjał, to szybko ci wyjdzie, że możesz zwiększyć nawet 10x ilość emitowanego CO2, a nadal będą bardzo głodne.

Zresztą fakty są takie, że roślin jest coraz więcej. Co prawda, swego czasu niektórzy naukowcy wymyślali teorie, że węgiel produkowany przez ludzi jest innym izotopem i że rośliny go nie wchłaniają. Pamiętam, że rozpisywali się na elaboraty i pokazywali tabele i wykresy. Tymczasem okazało się to brednią, bo już pomijając fakt, że nawet w uprawach rolniczych stosuje się systemy które wyłapują CO2 i dostarczają do szklarni z ogrzewania, to są produkowane nawet nawozy uwalniające CO2 z gleby, i CO2 w nich pochodzi ze spalania, i rośliny bez problemu asymilowały taki dwutlenek węgla.

Empiryczne dane pomiarowe wskazują na ciągły wzrost zawartości CO2 w atmosferze. Może te rośliny o których napisałeś nie wiedzą, że mają czerpać CO2 z atmosfery? :wink:

A skąd, nic takiego nie wskazują. To są pomiary na poziomie błędu statystycznego. Różnice na poziomie kilku cząsteczek ma milion. I tak są zbyt małe, bo poprzez uprzemysłowienie, kominy, miasta itp. emitery wysokiej temperatury zaburzenia ruchu powietrza powinny być większe.
CO2 jako gaz cięższy od powietrza ma tendencję do opadania ku powierzchni. Natomiast lokalne czynniki takie jak miasta, drogi, fabryki, powodują zmieszanie powietrza. Dlatego wraz z urbanizacją odrobinę rosną ilości CO2 mierzone w wyższych partiach atmosfery. Jednak jak widać nadal są to ilości praktycznie w granicy błędu.

Nie. To są dane empiryczne. Coraz lepszej jakości bo od dekad technologia szybko się rozwija. To co napisałeś, świadczy o brakach w podstawach statystyki, i dlatego jakiś czas temu, podałem Ci link do komiksowego wprowadzenia do statystyki. Widzę, że nawet to okazało się za trudne.

Przecież ja wcale nie neguje, że dane są coraz lepszej jakości. Tylko nie dowodzą wzrostu CO2 w atmosferze.
Te dane pokazują jedynie, że na milion cząsteczek powietrza pojawia się 10 sztuk CO2 więcej. Tymczasem przez lata powierzchnia miast, autostrad fabryk, ciepłowni, elektrowni atomowych zwiększyła się setki razy.
Ilość turbulencji i fal ciepła, które powodują wyrzucenie w górę warstw powietrza znajdujących się przy ziemi wzrosła setki razy. Dlatego badania pokazują te kilka cząsteczek więcej, co jest i tak wartością bardzo nikłą.

Rośliny nie mogą ich tam w górze asymilować, zrozum, brak im skrzydeł. Muszą poczekać, aż CO2 opadnie.

PS. Widzę, że nie rozumiesz co oznacza wartość PPM. Otóż jeden PPM oznacza JEDNĄ! cząsteczkę na MILION .

Jeśli zmierzysz CO2 na polu to jest tam zwykle ok. 340ppm, w pomieszczeniu zamkniętym o przeciętnej wentylacji mamy w domach ok. 600ppm, i doskonale się z tym czujemy, a roślinki w doniczkach sobie przyjemnie rosną. WHO zaleca aby nie przekraczać 1000ppm w pomieszaniach zamkniętych. Ludzie do 10000ppm w zasadzie nie odczuwają skutków zwiększenia stężenia CO2, np. w łodziach podwodnych bywa ono na poziomie 15000ppm. Dopiero długie przebywanie przy 20000ppm powoduje negatywne odczucia, a 50000 ppm wpływa na tętno, oddech i ciśnienie krwi.

Zrozum, że CO2 to są promile w powietrzu, a to co my produkujemy to są promile promili.

A skąd, wręcz przeciwnie. link jak widzisz rośliny mają się znakomicie. :stuck_out_tongue_closed_eyes:

To i paleontolodzy także należą do spisku!!!
Kto by przypuszczał?

Kilka słów o tym, dlaczego to źle, że w październiku jest ciepło:

(źródło)

A co ma wspólnego podanie opisu oraz dokładności metodologii datowania z jakimś „spiskiem” paleontologów? :man_facepalming:

Jakiego spisku? Paleontolodzy odgrzebują sobie np. kości. Niestety nawet nie są w stanie skompletować poprawnie szkieletów, bo jak się szacuje ok 60% kości jest nieprawidłowo dobranych lub podrobionych. Natomiast co do datowania, to najzwyczajniej w świecie nie istnieją jakiekolwiek metody, określenia wieku prawidłowo, powyżej tych kilku tysięcy lat, gdzie można potwierdzić to zapisami.

@januszek Hahahaha dobry ten typ z twojego linku. Najlepszy jest, jak opowiada o dziadku, który uprawiał ziemniaki kiedyś bez problemu na terenie Polski bez zarazy, ale zapomina, że ziemniaki u nas nie rosły, bo było za zimno. Zostały sprowadzone jako roślina ozdobna i z czasem, jak się klimat ocieplał, to zaczęły być uprawiane w całym kraju.

A są podatne na zarazy, bo odmiany jakie dawniej uprawiano, były kilka razy mniej wydajne, wolniej rosły, wymagały więcej gnojówki i nie polewano wszystkiego w koło syntetycznymi środkami.

@wasabi1084 - powiedz mi i innym (a pytam naprawdę serio, nie ironicznie!): Ty naprawdę uważasz, że działalność człowieka i jego eksploracja Ziemi, wszelkie maszyny: parowe, spalinowe, elektryczne, wydobywanie i spalanie wszystkiego co się da, nawozy sztuczne, no trudno tu wszystko wymienić, np. jeszcze karczowanie lasów tropikalnych (i innych), no generalnie całość działalności człowieka i „wszyto inne” co robi, nie ma żadnego wpływu na Ziemię i jej klimat?

W sumie to mam do Ciebie dwa pytania (plus ten wstęp, to też przecież pytanie, potraktuj to jako pytanie wprowadzające, czyli w sumie trzy).

Cała ta dyskusja sprowadza się do pytania, czy wszyscy ludzie (ponad 8 miliardów ludzi, w tym wielkie firmy, przedsiębiorstwa, cała techniczna cywilizacja) są w stanie cośkolwiek zmienić w klimacie Ziemi (to nasze zdanie) czy absolutnie nic (to chyba Twoje).
W skrócie: czy obecnie człowiek ma jakikolwiek wpływ na zmiany klimatu czy nie? (pyt. 2)

Trzecie pytanie jest takie:
Dla obecnego człowieka (tego z naszych czasów) warunki do życia są w miarę określone. Np. nie przeżyjemy w wiecznym mrozie, ani w +50°C. Dlatego dla nas tak ważne jest zachowanie status quo tego, co jest obecnie (czy było 50 czy 100 lat temu). Nie jesteśmy się w stanie ewolucyjnie dostosować się do innego klimatu w 200 lat, to zajmuje np. ~200 tysięcy lat!
Dlaczego uważasz, że skoro na przestrzeni setek milionów lat ewolucji Ziemi klimat zmieniał się wielokrotnie (to fakt), to może też zmienić się też na przestrzeni pojedynczych dziesięcioleci i nam (ludziom!) nic z tego powodu nie grozi? (pyt.3).

Jakbyś mógł w tych 3 punktach dać swoją odpowiedź, to byłbym zobowiązany.

Alez on tak wcale nie uwaza,podobnie jak ja.

Jesteśmy częscia tego ekosystemu, jak wszystko.
Juz sam fakt ze ponoć w latach 1700, było nas tylko 600-700 milionów a teraz jest nas 7 miliardów juz ma wpływ na ten system. A co bedzie za 200 lat gdy w tym tempie wzrostu moze być nas 70 miliardów
Nie musi być zadnego przemysłu.
Wystarczy ze wioska rozrośnie sie w duze miasto z asfaltem, betonem i stanie sie „wyspa ciepła”.
Wybetonuj ziemie i zobacz co sie wtedy stanie z temperatura lokalnego ekosystemu.
A on jest częścia wiekszego. Miast przybywa i rosną
Tego tak naprawde nie wie nikt
NIkt tego nie mierzył.
Nikt nie wie jaki to ma wpływ na całośc tzw zmian klimatu.
Ale wszyscy „wiedza” ze to dwutlenek węgla, którego tyle w w całości gazów cieplarnianych co kot „napłakał”, jest odpowiedzialny za wzrost temperatury
Czy ktros naprawde wie i potrafi to udowodnic co było przyczyna ocieplenia ziemskiego klimatu 10-12 tys lat temu gdzie ponoć na półkuli północnej zaczęły sie topić kilometrowe lodowce i wracało pomału zycie które było przed ta epoka.
A moze ten proces jeszcze sie nie zakoćzył?
Moze bedzie trwał do czasu az na powrót w Europie beda ponownie palmy i żyły słonie a na Antarktydzie znów beda rosły drzewa.
Troche rozsadku i cierpliwosci zamiast wiary w „dziadków” co wszystko wiedza, bo moze pojawia się jacyś „Knabenphysik”, przewróca stolik i wyjdzie sie na durnia.

A skąd takie wnioski? Absolutnie, tak nie uważam.

Uważam, że bardziej dewastuje środowisko produkcja baterii do aut i utylizacja aut elektrycznych, niż eksploatacja diesla przez okres życia 3 elektryków.
Uważam, że o wiele bardziej degraduje środowisko tworzywo sztuczne produkowane masowo, niż zupełnie, nieszkodliwy i naturalny CO2.
Widzę niemal codziennie setki torebek w sklepach, tacek styropianowych, zafoliowanych owoców, etykietek, opakowań na mleko, na sery, na wszytko. Widzę cukierki popakowane każdy, w osobny kawałek tworzywa sztucznego i jeszcze w torebkę.

Widzę to tworzywo w lesie, na śmietniskach, w wodzie, w rzekach, w oceanach, w glebie.

I co robi Unia? promuje dowalanie jeszcze więcej tworzywa, na ocieplenia, na panele, na wiatraki.

Ty naprawdę, serio sądzisz, że odpowiedzialna polityka ekologiczna, to jest promowanie zniszczenia starego pojazdu, i zakup nowego, zamiast promować naprawę i jazdę jak najdłużej starszym modelem? Zamiast dopłacać np. do modernizacji diesla, filtra, itd (bo zdajesz sobie sprawę, że FAKTY SĄ TAKIE ).

Uważam, że bardzo silne np. zapylenie, zasiarczenie itd. w krótkiej perspektywie, zaszkodzi okolicy. Ale, w dłuższej, następuje dosyć szybka regeneracja, patrz jak wyglądał Śląsk za komuny, jak się zmienia w ostatnich latach.

CO2 generowane przez ludzi, naprawdę nie ma wpływu na klimat, albo inaczej, ma, ale ma taki wpływ jak komar na jadące auto.

Ale naprawdę ludzie musieli by być kompletnymi idiotami, aby myśleć, że skoro na tej planecie warunki zmieniały się co jakiś cza, czasami nawet bardzo szybko. Że skoro nagle wyginęły gigantyczne rośliny, gady, że tam, gdzie były lodowce, niegdyś stąpali ludzie, że morze czasami zamarzało, a na lądach gdzie jest teraz czapa lodu pojawiała się zieleń, naprawdę jak można myśleć, że tak się nie stanie ponownie? Że klimat się nie będzie zmieniał, w sposób skokowy, może płynny, a może nastąpi coś jeszcze innego. Jak sobie można na podstawie danych, które wskazują, że ten klimat się zmieniał, zakładać, że tak nie będzie ponownie, niezależnie od tego co zrobimy?

Co nas zawsze, broniło przed zmianami klimatu? Dlaczego ludzie przetrwali, a np. mamuty nie?

Bo ludzie nauczyli się szyć ubrania, mogliśmy zrobić buty, zabić mamuty i ubrać ich skórę na nogi, na ciało i przeżyć w zimnie. Mogliśmy wziąć ich mięso i za pomocą drewna odmrozić porcje i zapewnić sobie białko, wodę, węglowodany. To dzięki narzędziom, dzięki grupowym działaniom byliśmy w stanie zabić drapieżniki, zwiększyć ilość mięsa.

To dzięki temu, że całkowicie, zmieniliśmy świat, bo zaczęliśmy karczować lasy, uprawiać ziemię (zdajesz sobie sprawę ile tysięcy hektarów zamieniliśmy w pola uprawne, jak bardzo zmieniliśmy ekosystemy poprzez sztuczne uprawianie zboża, owoców, warzyw, trzody?). CO2 to przy tym wszystkich jak pierdniecie.

Jak myślisz, gdzie byśmy byli, gdyby w czasach gdy powstawały pola, Unia zabroniła karczowania lasów? Gdzie byśmy byli, gdyby zabroniono hodowli bydła, trzody, kur?

A rewolucja przemysłowa? Maszyny, traktory, kombajny itd. gdzie była by ludzkość, gdyby jakiś kretyn zabronił produkcji traktorów albo maszyn? Zdajesz sobie sprawę jaki głód panował przed rewolucją przemysłową? Wiesz jaki był syf, smród na ulicach, jakie szerzyły się zarazy?

A jak zmieniliśmy świat mikrobów? Antybiotyki, sztuczne hodowle mikrobów, modyfikacje genetyczne. Jak to jest, że można wprowadzać modyfikowaną żywność na rynki, zboża które są sztuczne i mogą w perspektywie czasu zabić wszystkich, ale to CO2 jest atakowane?

Uważam, że CO2, to jedynie sposób na daniny, na opodatkowanie wszystkich, aby można było za pomocą tych gigantycznych funduszy sterować innymi, kupować reklamy, uciszać, dotować itd.
W historii ludzkości takie działania robiono wielokrotnie, było by kompletną głupotą zakładać, że cokolwiek się zmieniło.

To właśnie hamowanie rozwoju, to właśnie opodatkowanie wszystkiego wokół, powoduje, że postęp spada i rośnie niebezpieczeństwo, że sobie nie poradzimy gdy zmieni się klimat. To właśnie działania Unii są nastawione na to, aby za parę groszy doprowadzić ludzkość do katastrofy.

Rozumując logicznie, USA, Chiny, Indie, Afryka, wszystkie te kraje zwiększają ilość produkowanego CO2, plastiku, i innych odpadów. Europa, to jest przy nich niczym pikuś. Nie emituje nawet 14%!! a robi wszystko, aby osłabić technologicznie i gospodarczo swoich poddanych. To jest szaleństwo., gdy przyjdzie moment, że np. słońce osłabnie, albo wpadnie w jakiś cykl, który spowoduje gwałtowne ocieplenie, to zwyczajnie, nie będziemy mieli zasobów i technologii aby przetrwać.

Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego ludzie nie mieszkają na hałdach syfu? Dlaczego ulice są czyste, dlaczego są płytki, kafelki, ładne elewacje? Bo ludzie lubią czysto, ładnie, pachnąco. Ludzie lubią czyste powietrze, przejrzyste, lubią rośliny, zadbane kwiaty, trawniki. A jak myślisz, gdzie są takie warunki? Porównaj średnią w droższych osiedlach i w slamsach. Porównaj bogatsze miejscowości i biedne.

Dbanie o przyrodę wynika z bogactwa, z zamożności. Bogaty człowiek, może zapłacić ogrodnikowi, aby utrzymywał trawnik, biedniejszy, poleje randapem, albo spali. To bogactwo powoduje, że kupuje się lepszy piec, który jest łatwiejszy w utrzymaniu, który mniej kopci, który nie wymaga czyszczenia komina itd.
A unia robi dokładnie na odwrót, działa w sposób, który powoduje, że hamowanie dobrobytu. Chce na siłę wprowadzić przepisy, a to tak nie działa. To musi stać się samo, wraz z rozwojem, wraz z bogaceniem się ludzi.

Do tego wszystkiego dochodzą FAKTY.
A te są takie, że badania na które się powołują różni publicyści, wcale nie dowodzą wpływu CO2 na klimat.
Poświęciłem naprawę sporo czasu na analizy, na przeczytanie badań, wniosków, na zapoznanie się z metodologią, z hipotezami itd. I FAKTY są takie, że te artykuły i prace są pisane na podstawie badań, które wcale nie są ani pewne, ani nie dowodzą tego, o czym chce autor pracy. Że są bardzo naciągane fakty, że pomija się wiele czynników, a jeśli coś nie pasuje do teorii, to się przemilcza. A część to zwykłe kłamstwa, które dziecko nawet udowodni.

Napiszę więcej, przeprowadziłem rozmowy z wieloma osobami, cześciowo z naukowcami i poza kilkoma fanatykami, większość uważa bardzo podobnie. CO2 praktycznie nie ma wpływu na klimat, ale ma wpływ na dotacje, na ataki w środowisku naukowym, na karierę itd.

I to jest to

Bo widzisz @Radek68, my tu o fizyce a @wasabi1084 i @Yakii o polityce. I to rozumianej tak szeroko, że nawet fizyka jest wewnątrz tej polityki czymś co się negocjuje i ustala metodami politycznymi. Postmodernizm.

Zmiana temperatury to polityka. Nie dziwota ze dla ciebie przyczyną kryzysu klimatu jest kryzys klimatu, fizyku :joy: